13 listopad - Dniepropietrowsk i Donieck

9 listopada we wtorek rano, gorączkowo przygotowywałem się do wyjazdu służbowego. Po południu mieliśmy bowiem wyjechać na 4 dniową wyprawę po ukrainskich miastach. Naszym celem miały być Dniepropietrowsk, Dnieprodzierżyńsk oraz Donieck., a w nich nasi dystrybutorzy i klienci.

Spod biura wyruszyliśmy samochodem ok godz. 17.00. Najpierw trasą na Harków M03, a następnie drogami wzdłuż Dniepru, przez Kremenchuk, Dnieprodzierżynsk do samego Dniepropietrowska.

Do naszego hotelu przybyliśmy ok 24.00. Właściwie, hotel to dużo powiedziane. Był to raczej bydynek w części miasta, które jeszcze niedawno było zapewne wsią. Niemniej budynek został dość dobrze zaadaptowany do realiów XXI wieku. Każdy z nas miał swój pokój, w każdym był telewizor i łazienka. A w niej, co najważniejsze, ciepła woda. Grubość ścian działowych nie zapewniała niestety komfortowej ciszy. Wszelkie rozmowy sąsiadów były słuszalne.

Niemniej byłem tak zmęczony że od razu usnąłem. Wcześniej jednak zzdążyliśmy zamówić śniadanie na 9.00

Pierwszą niespodzianką, jaka mnie czekała następnego poranka, było właśnie śniadanie.O 9 rano, do mego pokoju zapukała pani, która przyniosła: herbatę, naleśniki, chleb, ziemniaki z surówką i piersią z kurczaka.

Lekko zaniepokojony spojrzałem na zegarek - może zaspałem i to pora obiadu już?  Dalej jednak była 9 rano, a na stoliku przed moim łózkiem stygła porcja obiadowa,  która udawała że jest śniadaniem.

Zjadłem "oszusta" i muszę przyznać - był smaczny. Po tej dawce kalorii mogłem już śmiało wyruszyć na miasto, by pospotykać się z dystrybutorami i odwiedzić miejscowe wydziały architektury.

O 16 zakończyłem ostatnie spotkanie i postanowiłem zamówić taxi do hotelu. Potem zaś udać się ze znajomymi do jakiejś knajpki z piwem i jedzeniem. Wcześniej jednak zwiedziłem stadion w Dniepropietrowsku.

Stadion w Dniepropietrowsku

Zadzwoniłem pod numer, który wcześniej przezornie przygotowałem. Podałem miejsce gdzie się znajduję i miejsce gdzie  chciałbym jechać. Za 10 min otrzymałem sms że niebieska Kia o numerach .... podjeżdza. Super rozwiązanie myślę.

Czekam i czekam, niemniej Kia nie podjechała.

Dzwonię jeszcze raz i tłumaczę że samochodu nie ma, a operatorka twierdzi że już jest i czeka w podwórku jakiegoś budynku. Tia, tylko którego mówię. Ja inostraniec i raczej średnio się orientuje. Stoję przy tabliczce z napisem ulicy i numeru i mówię żeby jednak podjechał pod ten numer.

Nic. Dzwonię kolejny raz, pani mówi że kierowca ma problem z kołem, ale zaraz podjedzie.

Żeby nie przynudzać zbytnio, dodam iż przeczekałem ponad godzinę, raz na jakiś czas dzwoniąc z opieprzeniem. Zaprawdę ogromne były pokłady mej cierpliwości.

Na pożegnanie , w ostatnej rozmowie,  zdążyłem mentalnie posłać paczkę dynamitu, zarówno "pomocnej" pani, jak i samemu kierowcy. Po czym oburzony ruszyłem piechotą by poszukać bardziej charakterystycznego punktu Dniepropietrowska.

Takiego, który będzie znał miejscowy operator i taksówkarz.

I udało się, kolejna korporacja miała bardziej kompetentnych pracowników i mogłem powrócić do hotelu.

Przebrałem się i udaliśmy się do okolicznej, zarekomendowanej restauracji.

Restauracja, jak na miejsce otoczone pozostałościami starych wiosek i "wspaniałą" komunistyczną zabudową  miała ceny iście kijowskie. Samo jedzenie jednak pychota. Два Толстяка - polecam

Po tak dobrym jedzeniu i wypiciu dwóch piw ciśnienie ze mnie  zeszło.

Znowu zmęczeni udaliśmy się spać.

Następny dzień to podróż do  Dnieprodzierżyńska. Miasta liczącego ponad 250 tys osób.

Powiem tyle, zrobiło na mnie przerażające wrażenie. Widok upadłego przemysłu, który rozpada się i straszy, przeraźliwie dziurawe drogi oraz fakt że kandydat na burmistrza tego miasta już ponoć 2 tyg. przed wyborami samorządowymi, szykował dla sobie gabinet, nie zachęcał do dłuższego pobytu.

Szybko wyjechaliśmy i przez Dniepropietrowsk pomknęliśmy do Doniecka. Po drodze zajeżdzająс do restauracji Karpaty, znajdującej się przy prospekcie Gazeta Prawda. Budynek z zewnątrz sprawiał swietne wrażenie, cały zrobiony z drewnianych beli. W środku też było niezgorzej.

Gorzej było gdy zobaczyłem menu. Pierwsze danie, czarny kawior ponad 800 uah.

Nie dziwnego że nikogo prócz nas tam nie było.

Głupio jednak było się wycofać, zresztą byliśmy naprawdę głodni.

Po dokładnym przejrzaniu menu  udało się jednak znaleźć dania w "normalnych" cenach. I muszę przyznać, iż były całkiem dobre. Nie rewelacyjne, ale dobre

Do Doniecka dojechaliśmy ok 21. Hotel Aurora - naprawdę europejski standard. Szkoda tylko że lokalizacja już gorsza.

Hotel Aurora

 Następnego dnia, tuż po śniadaniu udaliśmy się na spotkania. Ja odwiedziłem naszych partnerów biznesowych, pozostali naszych dystrybutorów. Nie powiem żebym był zachwycony. Jakoś tak dziwnie rozmawiało się z przedstawicielami Doniecka. Wyraźnie wyczuwało się iż po dojściu "swojaka"  do władzy, czują się jakby silniejsi i ważniejsi. No i ciągle te podziały, my i wy. Donieck -Kijów. No nic, jakoś to jednak przetrwaliśmy.

Obiektywnie trzeba też dodać, iż Donbas Arena powala. Takiego kompleksu sportowego w Polsce nie ma na 100%. Ponoć piłkarze Barcelony po odwiedzinach kompleksu byli urzeczeni poziomem zaplecza, odnowy bilogicznej i i ogólnym poziomem jaki oferują wszystkim piłkarzom Szachtara.

I wiem że wcale nie przesadzali.

 

 

 

Kijów i nie tylko I Wiza I Praca I Mieszkania I Transport I Kolej I Ceny I Odessa I Symferopol I Donieck
Polityka i gospodarka I Nowa Europa Wschodnia  I  Ośrodek Studiów WschodnichWPHiI I Kolegium Europy Wschodniej

Turystyka i porady I Blog o Ukrainie  I  PoradyABC Ukrainy

Popularna prasa I Rzeczpospolita  I  KyivPostKommiersantKorespondent I Zahid

 Inne I  Galeria kolegi I Portal Marketera I