16 marzec 2012 - Biurokracja po ukraińsku

W związku z przyjęciem przez Liudę obco brzmiącego nazwiska z końcówką "ska", zmuszona została do wymiany wszelkich dokumentów tożsamości. Oprócz tego doszły jeszcze procedury związane z "prawem podpisu" w firmie.

W ukraińskich firmach przyjęte jest bowiem, iż prawo  podpisu dokumentów związanych z deklaracjami podatkowymi, urzędem celnym, bankami, notariuszami oraz urzędami statystycznymi mają, oprócz generalnego dyrektora, także dyrektor finansowy lub główna księgowa. W takich przypadkach, na wspomnianych dokumentach podpis tylko generalnego dyrektora nie wystarcza. Wymagany jest jeszcze podpis drugiej osoby.

W związku z tym wszystkim Liuda musiała poinformować wymienione urzędy o zmianie nazwiska i zmianie "autoryzującego" podpisu. Nie powiem, trochę to jest upierdliwe i wymaga sporo cierpliwości i jeżdzenia po mieście.

Odnośnie samych dokumentów tożsamości.

Na początku marca Liuda złożyła wszystkie niezbędne dokumenty wraz ze zdjęciami i aplikowała o nowy внутренний (гражданский) паспорт (dowód osobisty). Już tego samego dnia dowiedziała się, kiedy dowód może odebrać. Półtora miesiąca później, tj 15 kwietnia.

Jak została poinformowana, przyczyną opóźnienia jest procedura zamawiania  kartonowych książeczek (plastykowe ID na Ukrainie jeszcze się nie przyjęły). Stąd musi czekać na nową książeczkę, którą drukują na konkretne zamówienie obywatela. Nigdy na zapas.

Dopiero po otrzymaniu dowodu może starać się o  загранпаспорт (paszport właściwy). Ta przyjemność oficjalnie trwa ok 3 miesiące. Oczywiście można ją przyśpieszyć, dając w łapę.

Co też będziemy zmuszeni uczynić.

Po tym wszystkim otrzymanie wizy w konsulacie polskim powinno być już tylko formalnością. Małżonka obywatela Polski, o ile ma ona wzorową historię wizową, może starać się od razu o wizę 5 letnią. Prócz tego, automatycznie po ślubie zyskuje możliwość legalnej pracy na terytorium Polski (oczywiście po wcześniejszym zalegalizowaniu małżeństwa w polskim USC i zameldowaniu na terytorium Polski)

A jak wygląda na Ukrainie sprawa ze mną?

Jak wspominałem wcześniej pojawiło się nowe prawo, które umożliwia obcokrajowcom biorącym ślub z obywatelem/ką Ukrainy starać się o kartę czasowego pobytu. Obecnie posiadam taką kartę, niemniej jest ona wyrobiona na podstawie pozwolenia na pracę. W przypadku gdybym myślał o zmianie pracy, porzuceniu pracy itp to po rozwiązaniu kontraktu z pracodawcą, karta czasowego pobytu przestaje działać i zmuszony jestem w terminie do 7 dni do wyjazdu z Ukrainy. Oczywiście od razu mogę wrócić, niemniej po powrocie i zmianie np pracodawcy musiałbym na nowo starać się o wyrobienie podobnej karty już na podstawie kolejnej umowy o pracę itp

Karta czasowego pobytu na podstawie ślubu wiele z tych problemów wyeliminuje. Jej posiadacz nie będzie tak uzależniony od sytuacji na rynku pracy, będzie mógł zmieniać pracodawcę (o ile pracodawca zdobędzie dla niego pozwolenie na pracę). Lub też będzie mógł nie pracować wogóle i być na utrzymaniu współmałżonka (o ile ktoś taki model preferuje)

Sporym problemem jest właśnie to pozwolenie na pracę. Nie każdy bowiem pracodawca będzie się starał o takie pozwolenie dla obcokrajowca. Dlatego też, przy ewentualnym poszukiwaniu pracy rynek nadal zawęża się do firm większych i najczęściej zagranicznych. W Polsce też tak było do 2004 roku, niemniej później w ustawie regulującej obowiązki współmałżonków obywateli polskich zniesiono wymóg posiadania pozwoleń na pracę. Takie zmiany zapowiadają również na Ukrainie.

Cechą typową przy wprowadzaniu nowych ustaw na Ukrainie (podejrzewam jednak, iż nie tylko tam) jest spore zagmatanie przepisów, niepraktyczność i bezwład czasowy. Tj ustawy formalnie obowiązują, niemniej bez ustaleń proceduralnych - jakie dokumenty przyjmować mają urzędnicy, kto jest za co odpowiedzialny, jaka jest ścieżka gromadzenia dokumentów itp. Przykładem takim było np nowe prawo budowlane z marca 2011 roku. Podobnym przykładem jest również nowe prawo o statusie obcokrajowców.

Mówiąc wprost przedzieramy się właśnie przez dżunglę urzędniczą, niekompetentnych przygłupów, którzy nie mają kompletnego pojęcia jak interpretować nowo wprowadzone przepisy.

Wszystko zaczyna się od braku jakiejkolwiek informacji jakie dokumenty są wymagane przez centralny OVIR (urząd rejestrujący obcokrajowców). Po przeryciu sterty ustaw, for internetowych, po konsultacjach u prawników poczuliśmy się na tyle mocni by zaatakować osobiście wspomniany urząd. Zgromadziliśmy szereg dokumentów, które były wymagane m.in. przy staraniu się o kartę stałego pobytu i udaliśmy się 15 lutego na konsultacje.

Na samym początku oficer imigracyjny powiedział nam, iż dokumentów żadnych przyjmować nie będzie.

- Jak to? Przecież jest nowa ustawa, która weszła w życie. Nie macie prawa nie przyjąć naszych dokumentów. Mówi Liuda.

- Nie możemy przyjąć. Sami nie wiemy jakie dokumenty są wymagane.

Ja już w tym momencie zaczynam mamrotać pod nosem niecenzuralne wyrażenia.

Jak się okazało, przecieramy szlaki i jesteśmy jednymi z pierwszych, którzy decydują się na taką kartę pobytu. Oficer jednak zgadza się przejrzeć nasze dokumenty i mówi nam co "prawdopodobnie" będzie jeszcze potrzebne.

Zaświadczenie z ŻEKu oraz potwierdzenie, iż Liuda zobowiązuje się pokryć koszty mojego przebywania na Ukrainie. Na nasze pytanie czy ostatni dokument trzeba potwierdzić notarialnie. Odpowiada, iż nie trzeba.

Ok, atakujemy ŻEK (urząd dzielnicowy) w najbliższym możliwym terminie. Wszystko idzie bez problemu, niemniej zdobyty właśnie co dokument należy zatwierdzić  w rejonowym OVIRze.

Tam pojawiają się pierwsze problemy. Właścicielem mieszkania, w którym jestem przepisany, prócz Liudy jest jeszcze formalnie jej młodszy brat -Dima. Bez jego podpisu nic nie możemy zrobić.

Żeby było ciekawiej, Dima pracuje jako kucharz na promach pasażerskich pływających dookoła świata. Obecnie jest właśnie gdzieś  na Karaibach.

Niemniej my już mamy doświadczenie. Niemal rok temu Dima przesłał dokument, w którym upoważniał swą siostrę, do dokonywania w jego imieniu wszelkich czynności związanych z mieszkaniem. Kapitan statku, który pełni  w takich okolicznościach funkcję notariusza, wszystko na dokumencie potwierdził.

Rok temu, ten sam dokument w zupełności wystarczał by podpisywać wszelkie dokumenty.

Teraz, dla naczelnika OVIRu, było to za mało.

- Musi to być dokument potwierdzony notarialnie w ambasadzie ukrainskiej, w takiej formie nie możemy go przyjąć - grzmi za swojego wielkiego biurka

- Ale rok temu na podstawie tego samego dokumentu, zdobyłem wszystkie dokumenty i otrzymałem kartę czasowego pobytu - odpowiadam.

- Widocznie ktoś się musiał pomylić - lekko przygasa naczelnik.

Ok, Liuda która jest obyta w te klocki, pyta się od razu.

- A co jeśli przepiszemy mojego męża  do mieszkaniu mojej kuzynki i tam wszystko załatwimy w rejonowym ŻEKu i OVIRze.

- Hm, to powinno rozwiązać sprawę - mówi naczelnik. O ile pani siostra jest jedynym właścicielem mieszkania i ma wszystkie dokumenty.

Ma, tak zrobimy.

Poczekajcie -  mówię, popisując się bystrością umysłu. A czy to nie będzie później problemem dla centralnego OVIRu, iż ma żona jest zameldowana w jednym mieszkaniu, a mąż  w drugim? Wystawią mi później karte czasowego pobytu na podstawie ślubu? W Polsce wiem, że byłyby z tym problemy.

Naczelnik na to pytanie nie potrafi odpowiedzieć.

Ok, niemniej działamy.

Załatwiamy wszystko z Natashą. Przepisuje mnie do swojego mieszkania. W jej ŻEKu i OVIRze otrzymujemy wymagane dokumenty.

W międzyczasie Liuda przygotowuje zobowiązanie o pokryciu kosztów mego przebywania.

Żeby było śmieszniej, teraz jestem zameldowany w nowym rejonie Kijowa, za który to odpowiada nowy oficer imigracyjny.

23 lutego udajemy się do centralnego OVIRu. Tam poznajemy personifikację urzędniczej biurokracji i chamstwa, która oczywiście dpowiada za moje nowe miejsce zameldowania.

Liuda ma prawie łzy w oczach, a ja powstrzymuję się ostatkiem sił od wygarnięcia co myślę o tej urzędniczej krowie.

Reasumując, mamy nieprawidłową teczkę (nie na dziurkowane dokumenty tylko na foliowe koszulki), koperty nie tej wielkości co trzeba, brak potwierdzenia zarobków Liudy oraz dokument w którym Liuda zobowiązywuje się do pokrycia kosztów mego przebywania bez potwierdzenia notarialnego. Tłumaczenia, że jej koleżanka oficer wyraźnie twierdziła inaczej, na nic się zdają.

Dla niej dokument musi być potwierdzony notarialnie.

Ok, co nas nie zabije to nas wzmocni.

Idziemy do notariusza, okazuje się żę żaden notariusz ukrainski nie ma prawa potwierdzić "Zobowiązania" danej osoby. Jest to dokument prawnie nieważny. Niemniej doradza nam inne sformułowania i po zapłacie 150 UAH mamy dokument, w którym Liuda bierze na siebie wszystkie koszty poniesione przeze mnie.

27 lutego, kilka godzin wcześniej udaję się dyżur mojego ulubionego urzędnika. Wyjaśniając, każdy z oficerów ma 2 dyżury w tygodniu trwające po 2 h. A  ze ci sami oficerowie wydaje również karty czasowego pobytu na podstawie pracy,to petentów jest bardzo dużo.

Wokół widzę już znajome twarze. Znajomy Polak, który przychodzi ze swą prawniczką, zagubiony Amerykanin, który jest w coraz większym szoku. Chińczycy, którzy ledwie co mówią po ukrainsku/rosyjsku i wiecznie się tylko uśmiechają.

Niemniej dziś jestem przygotowany prawie doskonale.

No właśnie, to prawie....

Okazuje się, że ubezpieczenie, które mam z pracy kończy się w połowie lipca 2012 roku. W momencie składania dokumentów muszę mieć ubezpieczenie na rok czasu.

Niemniej widząc moją minę, wie że nie wyjdę bez załatwienia wszystkiego.

- Ok, może pan dokupić ubezpieczenie na 5 miesięcy. Pani obok wystawia coś takiego.

Jak się dowiaduję kosztuje to 300 UAH. Ok, lecę do najbliższego bankomatu. Jak się okazuje jest tylko jeden w okolicy.

Dziś akurat nie działa.

Dzwonię do Liudy, wyjaśniam co i jak. Porzuca spotkanie z Niemcami i przyjeżdza.

Udało się, zdążyła. Przynosimy wszystkie dokumenty i pieniądze. Oficer jeszcze raz dokładnie przegląda każdy dokument, włącznie z moją kartą czasowego pobytu na podstawie pracy i dowiadujemy się, że za 2 tyg nowa karta będzie gotowa. Wtedy też mogę przynieść paszport by wbili pieczątkę.

Hurra. Misja wykonana.

Nadchodzi wspomniany termin i 12 marca idę do OVIRu znowu. Stoję w kolejce i czekam. Wokół znajome twarze, oraz wiele nowych osób.

Przychodzi moja kolej, wchodzę by od razu dowiedzieć się, iż dokument nie jest gotowy. Mówi bym przyszedł na dyżur w czwartek. Zero wyjaśnienia, zero przepraszam. Jasne przecież mój czas nie jest cenny.

Wychodzę bez słowa.

W czwartek 15 marca znowu kolejka, znowu ci sami ludzie, znowu ta sama "krowa. Niemniej tym razem paszport zabiera i mówi, że wszystkie dokumety mogę odebrać w poniedziałek 19 marca.

No, teraz to już jestem w domu. W poniedziałek planujemy otwarcie szampana.

W piątek Liuda otrzymuje telefon.

- Czy Pani jest żoną Łukasza Jagielskiego, który stara się o kartę czasowego pobytu na podstawie ślubu. Mówi nasza ulubiona pani oficer.

- Tak...

- Jak mogą Państwo aplikować o kartę czasowego pobytu, przecież Pani mąż ma taką kartę..

- No tak, ale ta karta jest na podstawie pozwolenia na pracę. Tłumaczyliśmy pani wielokrotnie, że nowa karta na podstawie ślubu ułatwi życie w przypadku zmian pracy itp.

- Ale Pani mąż nie może mieć jednocześnie dwóch kart pobytu ze starej karty musi się wypisać. Ja nie mogę wystawić nowej karty....

- Dlaczego pani dopiero teraz o tym mówi, przecież pokazywaliśmy pani wspomnianą kartę, widziała pani wizę pracowniczą męża, widziała pani wszystkie dokumenty z tym związane. Wtedy pani nie mogła o tym pomyśleć?

- Proszę na mnie nie krzyczeć. Pani mąż musi dostarczyć potwierdzenie z ŻEKa i rejenowego OVIRu, iż  jest wypisany ze starej karty, dopiero wtedy będę mogła oddać nowe zaświadczenie wraz z paszportem.

 

W poniedziałek zaczynamy ponowne gromadzenie dokumentów.....

 

 

 

 

 

 

Kijów i nie tylko I Wiza I Praca I Mieszkania I Transport I Kolej I Ceny I Odessa I Symferopol I Donieck
Polityka i gospodarka I Nowa Europa Wschodnia  I  Ośrodek Studiów WschodnichWPHiI I Kolegium Europy Wschodniej

Turystyka i porady I Blog o Ukrainie  I  PoradyABC Ukrainy

Popularna prasa I Rzeczpospolita  I  KyivPostKommiersantKorespondent I Zahid

 Inne I  Galeria kolegi I Portal Marketera I