26 sierpień 2012 - Wyprawa na Bornholm

W związku z wymianą dokumentów (patrz wcześniejsze wpisy)  ominęły nas święta Bożego Narodzenia i Wielkanoc w Polsce. Postanowiliśmy więc tym razem pobyć trochę dłużej u rodziców w Słupsku.  Niemal do samego końca nie byliśmy pewni z jakiego środka transportu skorzystamy, niemniej ostatecznie wybraliśmy samolot. W sumie wyszedł tylko trochę drożej niż podróż pociągiem, a licząc dwie strony zaoszczędziliśmy niemal 30 h podróży. Dla mnie to sporo.

Wylot mieliśmy w piątek 10 sierpnia o godzinie 18:30. Zamówiliśmy taksówkę na 16.00  by po kilkuminutowej jeździe się przerazić. Tuż przed rynkiem Junosti ogromny korek. A przecież czekało nas jeszcze 20 km drogi!!

Niemniej jak się okazało, korek był "tylko" do głownej drogi na Browary. Na lotnisko dotarliśmy więc "planowo" o 17:50.

Rejestracja bagaży była bezproblemowa, lot przyjemny, niemniej nie częstowali już kanapką . Zamiast nich pojawiło się małe opakowanie słonych krakersów. Tradycyjnie już, wziąłem do poczytania Rzepę i Wyborczą. Pierwszy raz po dłuższej przerwie.

W Warszawie nocowaliśmy w mieszkaniu kuzyna i jego żony. Następnego dnia, po załatwieniu kilku formalności, pociągiem udaliśmy się do Torunia, gdzie oczekiwali nas rodzice i brat z rodziną.

Wtedy też, po raz pierwszy bratanek zobaczył swojego wujka i ciocię.

W niedzielę powrót autem do Słupska. Jechali tylko rodzice, my i Blanka (kot). Młodzi zostali w Toruniu.

Dzień następny to szukanie w Słupsku tłumacza języka ukraińskiego by przytłumaczyć ukraiński certyfikat ślubu. W zasadzie to jego odpis, gdyż w polskim USC ukraiński dokument też zabierają. Warto więc na Ukrainie zrobić duplikat.

By wyrobić pełny certyfikat ślubu potrzebny jest jeszcze akt urodzenia obojga małżonków. Dokumenty ukraińskie muszą być oczywiście przetłumaczone u tłumacza przysięgłego.

Bornholm

We wtorek rano wyruszyliśmy na krótką wyprawę na Bornholm. Prom z Kołobrzegu odpływał o 7 rano, by o 11:30 dotrzeć do Nexo. Z racji kiepskich warunków atmosferycznych, ponad 90% pasażerów w czasie rejsu oddawała morzu to co zjadła wcześniej. Wrażenia optyczno-zapachowe, na głownej sali pokładowej były raczej nie najlepsze. Współczuliśmy tym którzy powracali tego samego dnia.

Pomimo tego wszystkiego, jest to, wg mnie, świetne połączenie które warto wykorzystywać. Bilet w obie strony przy powrocie tego samego dnia kosztuje 180 zł, przy powrocie późniejszym 260 zł. Za rower dodatkowa opłata 40 zł. Niemniej tym razem był to szybki rekonesans wyspy i jechaliśmy bez jednośladów. Nastawialiśmy się na autobusy i autostopa.

Nocleg mieliśmy zaś załatwiony u znajomego couchsurfera w Ronne - 62 letniej Ilse, która zajmuje się międzynarodową wymianą studencką w Danii.

Niemniej po kolei.

Do Nexo dotarliśmy o 11:30. Trochę musieliśmy posiedzieć na ławeczce, by Liuda doszła do siebie. Była w tej większej grupie pasażerów statku, ja byłem w mniejszości.

Zrobiliśmy krótki rekonesans po Nexo, wymieniliśmy Euro (kurs około 7,46 koron za 1 Euro), w punkcie informacji turystycznej zaopatrzeliśmy się w mapki. Wiele informacji było po polsku. Widać i słychać, że coraz większa rzesza turystów z Polski  dociera na wyspę.

Samo Nexo, to raczej ciche, ale urokliwe miasteczko. Kilka fotek z Nexo.

Nexo

Niżej jeden z wielu napotkanych samoobsługowych straganów. Wrzucasz pieniązki i bierzesz to co cię interesuje

Nexo

Rowery to chyba podstawowy środek lokomocji. W rzeczywistości jest ich dużo więcej niż na fotkach poniżej.

Nexo

Nexo

Gdy już trochę pozwiedzaliśmy poszliśmy do restauracji nad morzem i zamówiliśmy sobie małe co nieco.

Restauracja Nexo

Około 16 udaliśmy się na przystanek autobusowy, by złapać autobus do Ronne. Strona komunikacji autobusowej na Bornholmie - link.

Za bilet do Ronne dla dwóch osób w autobusie nr 5 zapłaciliśmy 100 koron. Biorąc pod uwagę, iż jest to 30 km komunikacja do tanich raczej nie należy.

Do domu Ilse dotarliśmy około 17. Z racji, iż w międzyczasie miała sporo gości z różnych krajów pierwszą noc spędziliśmy w namiocie w ogrodzie. Pełen jednak komfort; poduszki, materace, kołdra. Dla Liudy była to pierwsza noc pod namiotem i bardzo jej się spodobało :)

Na zdjęciach poniżej dom Ilse, oraz Liuda i Ilse przy namiocie.

Ronne

 Wieczorami zaś, wszyscy couchsurferzy spotykali się w jadalni przy wspólnym posiłku.

Ronne

Samo Ronne to malutkie, około 15 tysięczne miasteczko, które urzeka atmosferą i spójną architekturą. Sporo turystów, mnóstwo rowerzystów, dużo mniej samochodów. Młodzieży jest dużo więcej niż w Nexo, niemniej wieczorami jest tutaj bardzo spokojnie.Poniżej, kilka zdjęć sennej wieczornej atmosfery.

 

Poniżej zaś najprawdziwsze, dojrzewające poza szklarnią figi, które są tutaj często spotykane. Dzięki specyficznemu mikroklimatowi i dużemu nasłonecznieniu na Bornholmie można spotkać sporo, nieznanych u nas roślin. Dla mnie to było spora nowość!

 Dzień następny to prawdziwe zwiedzanie. Bierzemy plecaki i jedziemy łapać stopa do Hammershus - Zamek i kompleks fortyfikacji, które były największym tego typu obiektem w północnej Europie. Stopa łowiliśmy na ulicy Nordre Kystvej, biegnącej wzdłuż brzegu. Nie minęło 5 min i już jesteśmy w samochodzie. Oczywiście nie muszę dodawać, iż każdy mieszkaniec zna angielski. Kobieta, która nas zabrała słysząc nasze wyjaśnienia że jesteśmy raczej na krótkiej, ale intensywnej wycieczce, postanawia nam pokazać dodatkowo wędzarnie w Helligpeder.

Choć nie było jej to po drodze zawiozła nas pod sam zamek Hemmershus, a właściwie do jego pozostałości. Poniżej widok na zewnętrzne mury.

Niżej, pozostałości twierdzy centralnej - wewnątrz murów.

Ostatnie zdjęcie to widok  spod klifu, na którym jest zamek. Lewy górny róg zdjęcia.

HammershusNastępnie udaliśmy się na piechotę do miejscowośći Sandvig i Allinge, które to w zasadzie są jedną połączoną miejscowością.

Tradycyjnie, miasteczka były zadbane i bardzo ciche. Jedynie okolice portu wydawały się tętnić życiem.

Sandvig

Sandvig

Poniżej jeden z największych zabytków miasta Allinge, kościół w XV wieku

Na zdjęciu niżej, pomnik z brązu słynnego duńskiego rzeźbiarza Arne Ransleta, który zatytułował swe dzieło "Metamorfoza" . Symbolizuje ono transformacje człowieka w anioła.

Nie zabrakło też w Allinge motywu rosyjskiego w postaci cmentarza żołnierzy radzieckich. Do dnia dzisiejszego toczą się na Bornholmie spory czy byli to wyzwoliciele czy też okupanci?

Kolejnego stopa łowiliśmy na drodze do Gudhjem. Długo nie czekaliśmy. Kolejna kobieta podwiozła nas pod muzeum Bornholm Kunstmuseum. Muzeum na pewno warte jest odwiedzin, niestety nie mieliśmy na to zbytnio czasu. Przed nami było bowiem zwiedzanie klifów Helligdoms Klipperne i ponad 5 kilometrowy spacer wzdłuż klifów do Gudjem. A taki spacer, to prawie 2h.

Wcześniej jednak obejrzeliśmy przedstawicieli rogacizny szkockiej rasy wyżynnej.

Helligsdomklipperne

A dopiero później właściwe klify

Helligsdomklipperne

Helligsdomklipperne i LiudaWidoki naprawdę zapierały dech w piersiach. Niemniej do norweskich fiordów to im daleko...

Około 18:00 dotarliśmy do Gudhjem, gdzie postanowiliśmy przekąsić w nadmorskiej tawernie ze szwedzkim stołem złożonym z produktów morskich. Za osobę płaci się 115 koron i można wcinać ile się chce.

Szczególnie polecam śledzie w sosie curry.

Wybór jednak nie jest tak duży jak by się oczekiwało, niemniej jest to jakaś atrakcja.

Obiad w Gudhjem

Ogólnie Gudhjem jest słynne ze swoich wędzarni ryb, których tutaj jest kilka. Samo miasteczko robi również bardzo przyjemne wrażenie. Szczególnie ciekawe widoki są z okolicznego wzgórza Bokul.

Widok z Bokul

Poniżej widok z pobliskiego mostu.

Po krótkim, ale intensywnym zwiedzaniu udaliśmy się na drogę prowadzącą do Ronne.

A że była już 20:00 to na stopa przyszło czekać nam dłużej. Prawie pół godziny.

Po powrocie do domu Ilse, przenieśliśmy się z namiotu do pokoju. Wcześniej jednak w międzynarodowym towarzystwie załapaliśmy się na duńskie naleśniki. W rozmowie za stołem okazało się, że dla młodych Duńczyków (wiadomo że nie wszystkich) Warszawa jest takim drugim Londynem jeżeli chodzi o zakupy. Tanio i bardzo duży wybór. O mało co, ja i Konrad (couchsurfer z Polski)  nie spadliśmy z krzeseł gdy to usłyszeliśmy.

Niemniej co tam, niech tak mówią.

Dzień następny to nasz ostatni dzień na Bornholmie. W Ronne byliśmy do godziny 11, po czym z plecakami udaliśmy się na drogę prowadzącą do Svaneke. Ponoć najładniejszej miejscowości na Bornholmie.

Ze stopem nie było tak łatwo jak wcześniej - problemem jednak był brak pobocza dla zatrzymywania się pojazdów. A duńscy kierowcy nie za bardzo lubią naruszać przepisy...

Po jakieś pół godzinie, przy przystanku autobusowym udało nam się złowić okazję. Jak się okazało, nasz kierowca, 79 letni Jens, okazał się mega sympatycznym gościem i zabrał nas na swoją eko farmę. Wszystkie budynki, łącznie ogrodem były wynikiem pracy jego własnych rąk.

Uraczył nas swoimy wypiekami, oraz wodą źródlaną, której ujście miał pod domem. Bardzo przyjemny zakątek na ziemi.

Jens prócz tego że był mega sympatyczny, okazał się również ciekawym człowiekiem. Farmer, nauczyciel,  podróżnik, wielki zwolennik mistyka Rudolfa Steinera, który to zapoczątkował system nazywany biodynamiką.

Biodynamika to system zrównoważonego rolnictwa, który był prekursorem rolnictwa ekologicznego. Chodzi w nim o podejście bardziej kompleksowe, które  postrzega całe otoczenie jako system wzajemnie ze sobą powiązanych elementów.

Temat wydaje się ciekawy, muszę  poczytać o tym więcej.

Dom Jensa

Aż się nie chce wierzyć, iż człowiek ze zdjęcia powyżej (po lewej :) ma 79 lat i nie używa okularów do czytania i pisania.

Prócz tego, że jest orędownikiem biodynamiki, jest także zwolennikiem eko-energii. Energi z baterii słonecznych i wiatrowych. To wszystko  również wykorzystuje na swojej farmie.

Posiedzieliśmy tam prawie 2 h, niestety musieliśmy szybko się rozstać. Prom odpływał o 17.

Zabowiązał się odwieść nas do Svaneke, po drodze pokazując okoliczne zabytki.

Same Svaneke, rzeczywiście jest ładną miejscowością. Szkoda tylko że byliśmy tam tak krótko. Szczególnie polecamy zakład szklarski, lody oraz słodycze. Ponoć jest tutaj również bardzo dobre piwo.

Niestety nie spróbowałem.

Niemniej, czy miejscowośc ta jest najładniejsza na Bornholmie można by się kłócić.

Ok 15.30 wyszliśmy łapać stopa do Nexo. Kilka minut czekania i młody biznesmen, ojciec trojga maluchów podwozi nas do Nexo. Po drodze okazuje się, iż robi interesy z Polakami i bardzo je sobie chwali. Zdziwiłem się, ale chwalił nas, że mamy w Polsce bardzo liczną klase średnią. Poza tym wspominał, iż w drużynie piłkarskiej Nexo, grają również Polacy.

W Polsce nigdy nie był, niemniej obiecał że nas odwiedzi ;)

O 17 wpuszczali na prom. Droga powrotna była bezproblemowa. O 22:30 dotarliśmy do Kołobrzegu. Samochód pozostawiony ponad 60 h temu na niestrzeżonym parkingu czekał na nas cały.

Kolejne dni urlopu to zbieranie grzybów, borówek, kąpiel w Bałtyku i odwiedziny rodziny i znajomych.

W niedziele, obładowani bagażami udaliśmy się na lotnisko w Warszawie i wracaliśmy do Kijowa.

 

Kijów i nie tylko I Wiza I Praca I Mieszkania I Transport I Kolej I Ceny I Odessa I Symferopol I Donieck
Polityka i gospodarka I Nowa Europa Wschodnia  I  Ośrodek Studiów WschodnichWPHiI I Kolegium Europy Wschodniej

Turystyka i porady I Blog o Ukrainie  I  PoradyABC Ukrainy

Popularna prasa I Rzeczpospolita  I  KyivPostKommiersantKorespondent I Zahid

 Inne I  Galeria kolegi I Portal Marketera I